Jakoś ten czas szybko leci... już prawie jesień - lubię tę porę roku, bo pomijając to, że często pada to jest kolorowo. A barwy jesieni bardzo mi odpowiadają... Ale o jesieni może kiedy indziej, gdy nadejdzie, teraz czas pokazać co się działo ostatnio - bo znowu się zaniedbałam...
Przyczyna jedna i podstawowa - przyjechali rodzice, zajęli się Julką, a ja w końcu mogłam porobić w domu rzeczy których przy małym ciekawym wszystkiego dzieciaczku raczej nie da się zrobić, a na które 2 godziny snu szkraba to trochę za mało. Tak że odsprzatałam co miałam odsprzatać, troszkę się też poleniłam. Tak że z robótek nie za wiele, ale jednak coś...
Na początek wspomnienie lata - czyli muszelkowe kule w komplecie (całe trzy już nawet zalakierowane).
Mają być niby do łazienki (jak już ją kiedyś wyremontujemy) - choć kto wie... może zostaną w salonie. Póki co tam mieszkają i jest im tam chyba nieźle, a mi się tam podobają.
A jak już jesteśmy w salonie to pokaże co ostatnio upolowałam na targu :). Śliczne pawie piórka
A tu z bliska
Mam tylko nadzieję, że pani nie oskubała biednego ptaka z jego atrybutu. I tek żeby nie było, ze ja faktycznie nic nie robie to jeszcze coś co jest w trakcie. W sumie nie ukończonych prac nie miałam zamiaru pokazywać, a z drugiej strony to raczej większa praca - przynajmniej dla mnie - i nie wiadomo kiedy skończę. Efekt końcowy oczywiście tez pokażę ;) No ale dobra koniec gadania... tadammmm:
Moja szydełkowa chusta w trakcie robienia - wzór wygrzebany gdzieś w necie (w oryginale jest to wzór na ponczo), włóczka to cieniutki, kremowy moherek. Jestem z niej bardzo dumna i strasznie mi się podoba - będę nie skromna, ale co tam
A i jeszcze na koniec ... przypomniałam sobie - miałam pokazać co wyszabrowałam od mamy.
Pewnie dla większości to nic takiego zwykła guziczki, ale mnie strasznie się podobają, większość z nich ma coś w sobie....
Kończę już bo znowu się rozrósł ten post...
Pozdrawiam i życzę słonecznego niedzielnego juz w sumie wieczoru....
niedziela, 5 września 2010
sobota, 21 sierpnia 2010
Po dłuuugiej przerwie
No tak miałam być systematyczna, widoczna na innych blogach i w ogóle a wyszło jak zawsze... Powiedzmy, że wakacje/sezon urlopowy temu nie sprzyjają. Najpierw nie do końca było co pokazać, potem byłam tydzień w Krakowie u rodziców (sama z Julką - w dodatku pociągiem - tylko 7h jazdy ). Jak wróciłam to miałam tydzień na ogarnięcie się i w końcu wczasy nad morzem, naszym polskim. Trafiliśmy i z pogodą i z miejscem. Karwia jest fajna, za to półwysep helski stanowczo przereklamowany - moim skromnym zdaniem. Jedyny minus to brak muszelek - w tych rejonach trzeba na nie polować, albo ja miałam pecha. A ja miałam plany z nimi związane i nawet wielki słój na nie wzięłam i co, no i udało się zebrać garstkę jak wybraliśmy się do Sopotu. Fajnie było ale 11 dni szybko zleciało, a teraz głównie sprzątanie, bo najpierw nam dach remontowali, a teraz klatkę schodową - wszyscy wiedzą co to znaczy robienie gładzi. Na balkonie miałam dosłownie śnieg, a przedpokój jest wiecznie biały- ale co tam przynajmniej będzie się przyjemnie szło tą klatką... No dobra dość już tych wywodów w sumie o niczym. Czas pokazać co się zrobiło w tym czasie, a dokładniej przed wyjazdem nad morze. Zdjęcia nie są idealne, ale robione już jakiś czas temu i na szybko zrzucane przed urlopem, tak że wybaczcie jakość.
Na pierwszy ogień idzie lala- póki co bezimienna siedzi sobie w salonie i czeka na ... jeszcze nie wiem na co lub kogo...
Dla mnie jest idealna i poluje teraz w lumpku na jakiś zamszyk lub eko skórę żeby spróbować swoich sił przy kolejnej torebce - raczej małej, ale kto wie.... hehe
Pokarze jeszcze moje pudełko na koronki zrobione ze skrzyneczki na małe miody pitne. Wystarczyło odwrócić wieczko, nakleić koronkę i gotowe.
Mam jeszcze skrzynkę po winie, która też czeka na przeróbkę.
Miałam jeszcze pokazać moje zdobycze - rzeczy wyszabrowane od mamy, ale to w kolejnym poście bo ten się jakoś strasznie rozrósł i może się okazać że mało kto dotrwał do tego momentu ;)
Pozdrawiam i życzę miłej, słonecznej ale niezbyt upalnej niedzieli...
Na pierwszy ogień idzie lala- póki co bezimienna siedzi sobie w salonie i czeka na ... jeszcze nie wiem na co lub kogo...
Marzyło mi się też od dawna uszyć torebkę, choć ze względu na rozmiar to raczej torbiszon - naprawdę pojemny - można go traktować jak torbę plażową. Muszę zaznaczyć, że nie jest on tylko moim dziełem. Mama mi pomagała szczególnie jeśli chodzi o wszywanie zamków (tego jeszcze nie próbowałam) no i przy wykończeniu. Za co ogromnie jej dziękuję również tutaj :)
Dla mnie jest idealna i poluje teraz w lumpku na jakiś zamszyk lub eko skórę żeby spróbować swoich sił przy kolejnej torebce - raczej małej, ale kto wie.... hehe
Pokarze jeszcze moje pudełko na koronki zrobione ze skrzyneczki na małe miody pitne. Wystarczyło odwrócić wieczko, nakleić koronkę i gotowe.
Mam jeszcze skrzynkę po winie, która też czeka na przeróbkę.
Miałam jeszcze pokazać moje zdobycze - rzeczy wyszabrowane od mamy, ale to w kolejnym poście bo ten się jakoś strasznie rozrósł i może się okazać że mało kto dotrwał do tego momentu ;)
Pozdrawiam i życzę miłej, słonecznej ale niezbyt upalnej niedzieli...
niedziela, 11 lipca 2010
Balkonowo
W taką pogodę to tylko na balkonie... szczególnie że mój wychodzi na północ.... hmmmm było by całkiem przyjemnie. No niestety balkon w chwili obecnej jest nie do użytku ponieważ właśnie remontują nam dach. Zaraz przy balkonie stoi rusztowanie z wielką rurą, którą panowie stare dachówki zrzucają... no i ogólnie głośno , brudno etc... Mam nadzieję że moje kwiatuszki to przeżyją. A tak pięknie w końcu zakwitły i nawet żadne robactwo się ich w tym roku nie czepiło, co nie zawsze się udaje na północnym balkonie.
A jeszcze tydzień temu siedziałyśmy na nim z Julką i było tak fajnie...
Tak było fajnie pić kawkę jeść ciasteczko i robić na szydełku gdy mała się bawiła i szukała dziury w macie żeby coś wyrzucić;)
Chciałam zrobić małą sesyjkę moich kwadracików z których kiedyś powstanie podusia (tzn. jak dorobię jeszcze jakieś 13 sztuk i znajdę na szmatkach len - więc to może trochę potrwać). A ponieważ towarzyszyła mi mała przeszkadzajka to zdjęcia wyszły jakie wyszły.
Julce bardzo podoba się szydełko, czasem mi je weźmie i coś tam próbuje... najczęściej zahacza o kłębek i to jest świetna zabawa...
Ciekawe czy kiedyś będzie ją interesowało takie robienie rzeczy różnych...
niedziela, 4 lipca 2010
Szukając siebie... i takie tam
Jak wchodzę na moje ulubione blogi to aż mnie zazdrość ściska, a to wygląd a to zdjęcia takie fajne, a u mnie jakoś tak nie bardzo... Dlatego od kilku dni eksperymentuję, nie do końca jestem jeszcze zadowolona, może z czasem... Marzy mi się jakoś fajny banerek i podpis na zdjęciach, taki na stałe i charakterystyczny... a może zwykły, prosty - sama jeszcze nie wiem. Nie mogę się na nic zdecydować, chyba przez ta pogodę - bo fakt, jest piękne słońce, no właśnie może trochę za piękne - na mnie działa rozleniwiająco. Ale staram się jak mogę coś robić z utęsknieniem czekając sierpnia, kiedy to pojedziemy nad nasze polskie morze. Tam pozbieram sobie mnóstwo muszelek z których powstaną takie oto kule do łazienki:
A ponieważ do sierpnia mimo wszystko nie tak daleko uszyłam woreczki na bieliznę. Bo ogromnie mi przeszkadza wożenie bielizny w jednorazówkach bądź siatkach. Póki co powstały dwa dla mojego męża.
Po niedzieli zabieram się za swoje i Julki.
A pokażę jeszcze coś co strasznie cieszy moje oczy - bukiecik od Julki, pierwszy który dostałam juz jakiś czas temu, ale nie tak dawno go wyciągnęłam - bo oczywiście musiałam go zasuszyć na pamiątkę. Natura zbieracza...
Miłego niedzielnego popołudnia...
Ta powstała ze zbiorów z przed dwóch lat, leżały sobie grzecznie w słoiku aż znalazłam dla niech zastosowanie, a dokładniej gdzieś podpatrzyłam, tylko niestety nie pamiętam gdzie, czy to gdzieś w sieci czy może w jakimś programie. Z resztą nie ważne, robi się je szybko, przyjemnie i są prześliczne , nieprawdaż?
A ponieważ do sierpnia mimo wszystko nie tak daleko uszyłam woreczki na bieliznę. Bo ogromnie mi przeszkadza wożenie bielizny w jednorazówkach bądź siatkach. Póki co powstały dwa dla mojego męża.
Po niedzieli zabieram się za swoje i Julki.
A pokażę jeszcze coś co strasznie cieszy moje oczy - bukiecik od Julki, pierwszy który dostałam juz jakiś czas temu, ale nie tak dawno go wyciągnęłam - bo oczywiście musiałam go zasuszyć na pamiątkę. Natura zbieracza...
Miłego niedzielnego popołudnia...
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















